Strona główna > Historie pacjentów > Tonsilektomia: „Cztery dni gorączki w miesiącu i nikt nie mówił mi, że da się inaczej”
Tonsilektomia: „Cztery dni gorączki w miesiącu i nikt nie mówił mi, że da się inaczej”

Maria, 29 lat
Zabieg: Usunięcie migdałków podniebiennych
Lekarz prowadzący:
dr n. med. Mateusz Gasiński, specjalista laryngologii dzieci i dorosłych
Od kiedy pamiętam, raz, dwa, czasem trzy razy w roku lądowałam w łóżku z anginą. Tą prawdziwą, z gorączką do czterdziestu stopni, z migdałkami tak obrzękniętymi, że połykanie śliny było jak przełykanie kamieni. Brałam antybiotyki, leżałam tydzień, wracałam do życia i zapomniałam – do następnego razu.
Mam dwadzieścia dziewięć lat. W ostatnich trzech latach angina trafiała mnie średnio cztery razy rocznie. Zaczęłam liczyć – to jakieś trzy, cztery tygodnie choroby w roku. Tygodnie. Odwołane spotkania, nieobecności w pracy, plany z przyjaciółmi wyrzucone do kosza. I każdy raz taki sam: antybiotyk, ibuprofen, kubek herbaty, przerywany z bólu sen i ciągłe czekanie aż to minie.
Dwa razy zdecydowałam się skonsultować pomysł o usunięciu migdałków z różnymi lekarzami. Jeden powiedział, że w moim wieku się tego nie robi, a drugi, że „to poważny zabieg, warto poczekać”. Czekałam więc dalej. I chorowałam dalej. Aż po kolejnej anginie – tej zimowej, wyjątkowo paskudnej – powiedziałam dość. Zaczęłam szukać kogoś, kto mnie wysłucha, a nie tylko odfajkuje wizytę.
Do Kliniki Chirurgii Plastycznej RP Clinic trafiłam z rekomendacji koleżanki z pracy. Ona miała podobny problem, operację rok wcześniej i od tego czasu ani jednej anginy. Opowiadała o tym z takim niedowierzaniem, jakby mówiła o cudzie. Na konsultację do RP Clinic zarejestrowałem się jeszcze tego samego dnia.
Doktor Mateusz Gasiński – specjalista laryngolog – na konsultacji był pierwszym lekarzem, który nie mówił mi, że muszę „jeszcze trochę poczekać”. Przejrzał moją historię chorób, zapytał o szczegóły, zbadał migdałki – i powiedział wprost: „To wskazanie do zabiegu. Nie ma powodu, żeby pani dalej tak funkcjonowała”. Chciało mi się płakać …
Przed operacją bałam się tego, o czym wszyscy mówią, że tonsilektomia u dorosłych to wyjątkowo bolesne przeżycie. Doktor Gasiński nie kłamał – powiedział, że pierwsze dni będą trudne, że ból gardła po zabiegu jest intensywny i trzeba brać leki regularnie. Uprzedził mnie szczerze, nie owijał w bawełnę. To paradoksalnie dodało mi spokoju. Wiedziałam, na co się decyduję.
Operację miałam dokładnie 26 listopada 2025 r. w południe. Po operacji zostałam na noc w Szpitalu RP Clinic i to była dobra decyzja. Po pierwsze warunki w szpitalu są genialne, pokój jednoosobowy, styl hotelowy, własna łazienka, świetna opieka pielęgniarska, lekarz dużurny. Po drugie pierwsza doba była naprawdę trudna – ból był realny, nie będę udawać. Ale leki były podawane regularnie, pielęgniarka – przekochana Pani Justyna – przychodziła często, mogłam zgłaszać, gdy coś się zmieniało. Nie leżałam sama z bólem – ktoś zawsze czuwał, przez cały dzień i całą noc.
Przez kolejne dziesięć dni w domu jadłam zimne rzeczy, piłam dużo płynów, spałam często. Mąż gotował mi koktajle i przynosił herbatę z miodem, kiedy już mogłam. Bał się o mnie, ale był też przy mnie. I pomogło. Po dwóch tygodniach byłam w formie.
Minęło pięć miesięcy. Żadnej anginy. Żadnej gorączki, żadnego antybiotyku, żadnego leżenia tydzień w łóżku. Zima przeszła spokojnie. Wiosna też. Brzmi banalnie – ale dla mnie to zmiana życia. Powoli zaczynam zapominać, jak okropny to był ból.
Zobacz inne historie pacjentów


