Strona główna > Historie pacjentów > Genioplastyka: „Całe życie wstydziłam się swojego profilu”
Genioplastyka: „Całe życie wstydziłam się swojego profilu”

Natalia, 31 lat
Zabieg: Genioplastyka (plastyka brody, plastyka bródki)
Lekarz prowadzący:
dr n. med. Jakub Bargiel, specjalista szczękowo-twarzowy
Nigdy nie myślałam o sobie jako o osobie „brzydkiej”. To nie tak. Miałam chłopaka, później narzeczonego, znajomych, normalne życie. Ale jednocześnie przez większość tego życia miałam wrażenie, że moja twarz… nie jest moja. Że coś się w niej nie zgadza. I najbardziej bolało mnie to, że inni często nawet nie wiedzieli, o co chodzi, a ja widziałam to codziennie. A chodziło o brodę, a bardziej o jej brak.
To był ten typ kompleksu, którego ludzie nie zauważają od razu, ale ty sam widzisz go wszędzie. Na zdjęciach z profilu, w odbiciu witryn sklepowych, w kamerce telefonu. Miałam cofniętą brodę i przez to cała dolna część twarzy wyglądała u mnie dziwnie. Jakbym była ciągle spięta albo „schowana” w sobie. Nie umiem tego lepiej opisać.
Najgorsze były zdjęcia. Do tego stopnia, że nauczyłam się ustawiać twarz pod konkretnym kątem. Każde selfie robiłam z góry albo lekko bokiem. Na zdjęciach grupowych automatycznie odwracałam głowę. Narzeczony śmiał się czasem, że mam „swój lepszy profil”, ale prawda była taka, że ja po prostu panicznie unikałam prawdziwego profilu. I człowiek niby funkcjonuje normalnie. Chodzi do pracy, śmieje się, spotyka z ludźmi. Ale gdzieś pod spodem ciągle siedzi taka mała myśl: „gdybym tylko wyglądała trochę inaczej…”.
Pierwszy raz usłyszałam słowo „genioplastyka” chyba trzy lata temu. Przez przypadek, choć mówi się, że nie ma przypadków, trafiłam na film dziewczyny, która opowiadała o operacji brody. Pamiętam, że oglądałam to chyba do drugiej w nocy. Potem zaczęłam czytać więcej. I wtedy po raz pierwszy dotarło do mnie, że może problem, który noszę w głowie od nastoletnich lat, nie jest „wymyślony”.
Bałam się strasznie. Operacja twarzy brzmi poważnie nawet wtedy, kiedy czytasz o niej tylko w Internecie. W głowie miałam milion katastroficznych scenariuszy, w tym że będę wyglądać sztucznie, że coś pójdzie nie tak, że ludzie będą patrzeć i od razu widzieć „o, zrobiła sobie twarz”.
Przez długi czas tylko czytałam historie innych ludzi. Wieczorami. Po cichu, w sekrecie.
Do Kliniki Chirurgii Plastycznej RP Clinic trafiłam właściwie dzięki jednej dziewczynie na Instagramie. Nie była influencerką, po prostu normalną dziewczyną po zabiegu genioplastyki (plastyka bródki). Skontaktowałam się z nią i zapytałam, u kogo robiła zabieg i wspomniała o doktorze Jakubie Bargielu. Potem zaczęłam sprawdzać dalej. Opinie, zdjęcia, relacje pacjentów. W końcu umówiłam się na konsultację do Doktora Bargiela do Kliniki RP Clinic.
I pamiętam ten dzień bardzo dokładnie, bo siedziałam rano w samochodzie pod RP Clinic chyba dobre piętnaście minut i zastanawiałam się, czy nie odjechać. Miałam w sobie tak wiele lęku i wstydu. W głowie pojawiały mi się ciągle myśli, że może przesadzam, że może „normalni ludzie” nie robią sobie takich operacji, że nie wyglądam źle a w porównaniu z innymi to mocno przesadzam.
Ostatecznie weszłam do RP Clinic i spotkałam się z Doktorem Bargielem. I mówię to całkowicie szczerze – po pierwszych pięciu minutach rozmowy zeszło ze mnie chyba połowa napięcia.
Doktor Jakub Bargiel nie potraktował mnie jak dziewczyny, która przyszła „poprawić urodę”. Najpierw po prostu mnie słuchał. Pytał od kiedy mi to przeszkadza, jak się z tym czuję, czego się boję. Oglądał zdjęcia, tłumaczył proporcje twarzy. Bardzo spokojnie. Bez pośpiechu.
Najważniejsze było chyba to, że ani razu nie poczułam się oceniana albo „próżna”. A bardzo się tego bałam. Doktor Jakub Bargiel powiedział coś, co pamiętam do dziś: „W zabiegu genioplastyki nie chodzi o zmianę twarzy. Chodzi o to, żeby twarz była spójna z tym, jak pani siebie widzi.”
I to było dokładnie to. Wyszłam z konsultacji i pierwszy raz zamiast paniki poczułam ulgę. Decyzję podjęłam po kilku tygodniach. Nadal się bałam, ale już bardziej samej operacji niż efektu.
Przed zabiegiem praktycznie nie spałam. Wieczorem przed przyjęciem do Szpitala RP Clinic siedziałam w łóżku i czytałam jeszcze raz wszystkie zalecenia. Pakowałam torbę chyba trzy razy. Mój narzeczony próbował mnie uspokajać, ale ja byłam w takim stanie, że płakałam nawet przy robieniu herbaty.
Dzień operacji pamiętam jak przez mgłę i jednocześnie bardzo dokładnie. Szpital RP Clinic kompletnie nie przypominał miejsc, które znałam wcześniej. Bardziej hotel niż szpital. Cisza, spokój, jednoosobowy pokój, ciepłe światło. I personel, który od początku zachowywał się nad wyraz życzliwie.
Przed operacją rozmawiałam jeszcze z Doktorem Bargielem, który uspakajał mnie i nastrajał bardzo optymistycznie. Po tej rozmowie, poszło już bardzo sprawnie. Konsultacja z anestezjologiem, podpisanie niezbędnych dokumentów, wenflon, kroplówka, wjazd na blok operacyjny, znieczulenie…i już było po zabiegu.
Kiedy obudziłam się po operacji, pierwsze co poczułam to ogromne otępienie i napięcie w twarzy. Nie ból nawet. Bardziej uczucie ciężkości. Byłam opuchnięta, trudno mi się mówiło. I mimo że wiedziałam, że tak będzie – w pierwszej chwili spanikowałam.
Gdy trafiłam z powrotem na oddział do swojego pokoju, opiekę nade mną sprawowała Pani Agnieszka, pielęgniarka RP Clinic. Opiekowała się mną niezwykle starannie. Sprawdzała czy nie boli za mocno, poprawiała poduszki, podawała leki. W pewnym momencie przyniosła mi zimny okład i powiedziała: „Niech pani sobie da czas. Twarz po takich operacjach potrzebuje spokoju.”
Noc przebiegła spokojnie. Do późnego wieczora razem ze mną w Klinice był mój narzeczony. To było dla mnie ważne. Rano, jedna z pań pielęgniarek, Pani Justyna przyszła zapytać, czy czegoś potrzebuję i chyba od razu zauważyła, że jestem bliska płaczu. Usiadła na chwilę obok łóżka i powiedziała spokojnie: „Naprawdę będzie dobrze. Najgorszy moment jest przed operacją. Teraz będzie już tylko lepiej.” To było takie zwykłe zdanie, ale wtedy bardzo go potrzebowałam. To właśnie pamiętam najmocniej z całego pobytu, że nikt mnie nie zostawiał samej z lękiem.
Rano przyszedł do mnie Doktor Jakub Bargiel na kontrolę i bardzo spokojnie tłumaczył, co jest normalne, co będzie schodzić, kiedy zobaczę pierwsze efekty. Bez obiecywania cudów. Bardzo konkretnie.
Rekonwalescencja była trudniejsza psychicznie niż fizycznie. Fizycznie ból był naprawdę do opanowania. Specjaliści RP Clinic bardzo pilnowali leków przeciwbólowych i wszystkich zaleceń. Najgorsza była cierpliwość. Czekanie aż twarz zacznie wyglądać „normalnie”.
Pierwsze dwa tygodnie miałam momenty totalnego zwątpienia. Serio. Patrzyłam w lustro i myślałam: „Po co mi to było?”. Obrzęk robi człowiekowi sieczkę z głowy.
I wtedy ogromnie pomogły mi kontrole w Klinice Chirurgii Plastycznej RP Clinic. To, że mogłam przyjść, zapytać, usłyszeć spokojne „wszystko goi się prawidłowo”. Dla mnie to było bezcenne.
Pamiętam dokładnie moment, kiedy pierwszy raz zobaczyłam efekt. To było chyba około dwóch miesięcy po operacji. Stałam rano w łazience, spięłam włosy i spojrzałam bokiem w lustro. I nagle… zobaczyłam swoją twarz inaczej. Harmonię. Profil, którego nie chciałam od razu chować. Rozpłakałam się.
Dziś minęło sześć miesięcy od zabiegu genioplastyki u dr Jakuba Bargiela. Nadal czasem łapię się na tym, że ustawiam twarz „jak dawniej” do zdjęcia. To siedzi w głowie długo. Ale potem przypominam sobie, że już nie muszę. Robię zdjęcia z profilu. Rozmawiam z ludźmi bez myślenia o tym, jak wygląda moja szczęka. Nie chowam twarzy we włosach. To są małe rzeczy, ale z takich małych rzeczy składa się codzienność.
I jeśli ktoś czyta to teraz tak jak ja kiedyś – po nocach, po cichu, zastanawiając się czy warto – to powiem tylko tyle: Dla mnie było warto. Nie dlatego, że nagle stałam się „idealna”. Tylko dlatego, że pierwszy raz od bardzo dawna czuję się po prostu sobą.
I za to jestem ogromnie wdzięczna doktorowi Bargielowi, całemu zespołowi Szpitala RP Clinic i wszystkim ludziom, którzy wtedy dali mi poczucie bezpieczeństwa, spokoju i ogromnego wsparcia.
Zobacz inne historie pacjentów


